Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
651 postów 4855 komentarzy

Eugeniusz Sendecki

Eugeniusz Sendecki - Tyszowce, Tomaszów Lubelski, Lublin, Warszawa.

PRZED BARAKIEM OBAMĄ OSTRZEGA ZENON NOWAK

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zenon Nowak ze Stowarzyszenia Obrony Praw Ojców "dzielnytata.pl" pikietuje przed Sejmem przeciwko patologii władzy. Podczas plenerowej sesji TELEWIZJI NARODOWEJ wypowiedział się o grze interesów USA i Rosji na Ukrainie, w Polsce i Europie.

KOMENTARZE

  • Polska nie ma farta
    Cały czas starałem się publikować artykuły o Putinie, Obamie i żydostwie...
    Nowy Porządek się kłania...oni dążą do tego samego..do NWO
  • @Talbot 13:40:01 - MIMO WSZYSTKO - NIE JEST JESZCZE TAK ŹLE
    Proszę zwrócić uwagę, że ośrodek koordynacji działań patriotów, prawicowców i narodowców już powstał - mamy telewizję, mamy sprzęt, mamy pomysły i ludzi. I teraz trzeba przez półtora roku popracować, i będzie sukces.
  • @Eugeniusz Sendecki 14:14:45
    Dlaczego nie idzie Pan z młodymi z Ruchu Narodowego?
    Dlaczego oni nie idą z Panem?
  • @Naczelny 14:23:38 - JAK TO "NIE IDĘ"?
    Dla narodowców (starych i młodych) pracuję od roku 1995-go, to jest od czasu, gdy Ojciec Krąpiec (przedwojenny endek) mi polecił, żebym współpracował z Arturem Zawiszą. A jeszcze wcześniej - to ja Ojca Krąpca do Tomaszowa woziłem - czerwonym dużym fiatem Mojej Mamy, długie z tym niezwykłym człowiekiem prowadząc rozmowy.
    Zapewniam Pana, że wyświadczyłem wiele cennych przysług wielu Kolegom - i starym, i młodym, ale nie mogę na te tematy pisać za wiele.
    W filmach TELEWIZJI NARODOWEJ często się tematy eR-eN-u przwijają. Niech Pan chociażby zwróci uwagę na ten cenny film z wypowiedzią Mecenasa Parulskiego popierającego RN w wyborach:
    https://www.youtube.com/watch?v=-qdUVSilm_o
  • @Talbot 13:40:01
    Przed nimi byli inni, też potężni, ci od Hitlera i Stalina. I cóż z tego, że wiele im się udało, że błyszczeli, ale przecież przegrali, dziś są na śmietniku Historii....
    Stalin i Hitler byli tylko narzędziami w rękach tych - co to dzisiaj ponownie integrują Europę i śnią o rządzie światowym, NWO czy nowym człowieku - a właściwie - nowym zwierzęciu!
  • @Talbot 13:40:01
    Barack Hussein Obama.

    To zadziwiające, ale pierwszy czarnoskóry prezydent supermocarstwa Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej jest ciągle nierozszyfrowaną enigmą.

    Większość dotyczących jego życia ważnych dokumentów jest utajniona i chroniona przez dobrze płatną armię prawników. Próżno nawet szukać aktu małżeństwa jego rodziców, jego własny odpis aktu urodzenia uznawany jest za podróbkę (dochodzenie szeryfa Joe Arpaio), nie ma dostępu do jego świadectw szkolnych (Indonezja, Hawaje), świadectwa chrztu, czy aktu przyjęcia amerykańskiego obywatelstwa po powrocie z Indonezji.

    Utajnione są jego dokumenty szkolne z kalifornijskiego Occidental College, Uniwersytetu Columbia czy prestiżowego Harvardu. Nie wiadomo, co pisał, jako student, jakie były jego prace końcowe. Nie wiadomo, w jakich okolicznościach i za jakie przewinienia utracił prawo wykonywania zawodu prawnika (podobnie jego żona Michelle)!!!!!. Jeśli chcesz coś wiedzieć, to genialnie mówiąc, może jesteś rasistą…

    Kiedy 20 stycznia 2008 r. obejmował urząd Prezydenta, ponad połowa dorosłych Amerykanów w bez mała hipnotycznym transie powtarzała „HOPE & CHANGE”, wyborczy slogan kampanii Obamy, który miał być kamieniem węgielnym nowej, moralnej, sprawiedliwej, zjednoczonej i prosperującej Ameryki.

    Amerykanie uwierzyli w jego jasną i szczęśliwą gwiazdę. Obama zaprezentował się społeczeństwu, jako młody idol, przystojny wizjoner, idealista niosący duchowe odrodzenie pogrążonej w wojnach, kryzysie i korupcji, zmęczonej Ameryce.

    Ludzie płakali, kobiety mdlały na jego wiecach. Wyborcza kampania i powyborcza prezydencka inauguracja przypominały uduchowioną atmosferę właściwą raczej religijnej sekcie, bądź atmosferę na wiecach w Niemczech, Rosji, czy Włoszech w okresie ich wielkich przemian ideowych w latach 20 i 30 – tych ub. stulecia…

    Ten wybuch entuzjazmu, wiary, kredytu zaufania zdawało się porywał Amerykę i kierował ją na drogę nadchodzącej prosperity i większej sprawiedliwości społecznej ponad partyjnymi, rasowymi i społecznymi podziałami. Zdawało się, że Amerykanie otrzymali szansę, aby stać się lepszymi ludźmi…

    Dla tych Amerykanów w 2008 r. Obama uosabiał mitycznego Supermena, który pojawił się w odpowiednim czasie i miejscu, aby dokonać koniecznych aktów sprawiedliwości i powstrzymać tych, którzy chcieliby ten kraj zniszczyć zawracając go z drogi historycznie rozumianego postępu.

    Sam akt głosowania na Obamę dla większości Amerykanów raz na zawsze zatrzaskiwał niedomknięte drzwi wstydliwej rasistowskiej historii niewolnictwa w Ameryce i lecząc te bolesne rany w spektakularnym stylu jednoczył Naród i czynił go jakościowo czymś nowym i wydawało się lepszym…

    Dla jego przeciwników politycznych jednak Obama to pełen tajemnic komuch, muzułmanin, narkoman, homoseksualista, antykolonialny marksista, radykalny ekstremista, lekkoduch i ambitny karierowicz, a nawet obcokrajowiec, który wbrew Konstytucji wysiaduje w Białym Domu, którego celem jest przebudowanie tradycyjnych fundamentów społeczeństwa amerykańskiego i podporządkowanie Ameryki socjalistycznej międzynarodówce.

    W oczach tych ludzi Obama jest dobrym mówcą (szczególnie, kiedy korzysta z telepromptera), ale kiepskim liderem, któremu brak zdolności do bycia blisko z drugim człowiekiem. Za to uważają go za zimnego, wyniosłego, bezwzględnego i zarazem bezosobowego polityka, który powinien pozostać średniej klasy wykładowcą uniwersyteckim i przestać wtrącać się do amerykańskiej ekonomii, której nie jest w stanie zrozumieć.

    To prezydent Obama, wychowany przez komunistycznych mentorów gardzących Ameryką, sam „klasowo” nienawidzący ludzi bogatych i tych, którym się powiodło, gardzący wszystkim, co pachnie tradycyjnie amerykańskimi wolnościami i ideałami jest prezydentem „obu Ameryk”. Pragnie on według adwersarzy stopniowo przejąć kontrolę nad ekonomicznym pulsem tego kraju i przemienić go w Socjalistyczne Stany Zjednoczone Ameryki Północnej.

    Według jego przeciwników, celem Obamy jest objęcie potężnych sektorów przemysłu i biznesu (banki, przemysł samochodowy, służba zdrowia, ochrona środowiska) rządową opieką i kontrolą federalną, aby ukrócić rolę bogatych wykorzystujących resztę społeczeństwa (wewnętrzna dekolonizacja). Jednocześnie osłabiając siłę militarną Ameryki.

    Swoje cele ma on osiągnąć zadłużając budżet, rujnując gospodarkę, wzmagając federalne regulacje i przezwyciężając stymulowany kryzys jednocześnie przebudowując fundamenty Stanów Zjednoczonych.

    Desygnując w 2007/08 r. Obamę, świeżo upieczonego senatora ze stanu Illinois, na prezydenckiego kandydata, siły kapitałowo-polityczne kontrolujące polityczny proces w USA zdawały sobie sprawę z kapitalnych walorów tego kandydata wierząc, że pozwalając mu wygrać będą mogły swobodnie zrealizować wiele punktów swojego programu.

    Ponowny wybór Obamy na drugą kadencję przyszedł już z większymi oporami i to głównie dzięki zdziesiątkowaniu oddolnie powstałej konserwatywnej i konstytucyjnej Tea Party za pomocą policji skarbowej, jaką jest IRS. Również wyselekcjonowany kandydat Partii Republikańskiej, Mitt Romney nijak nie potrafił pociągnąć za sobą konserwatywnych republikańskich wyborców.

    Od tego czasu wiele się w USA zmieniło. Amerykańskie imperium musi dziś liczyć się z rosnącą ekonomiczną i militarną potęgą Chin jak i bardziej stanowczym i terytorialnie głodnym Putinem. Niebezpiecznie zadłużone, ciągle balansujące na krawędzi recesji, z religijną wprost wiarą drukuje coraz mniejszej wartości dolary powoli wchodząc na drogę socjalizmu (kierunek reformy służby zdrowia). Jednocześnie ogranicza tradycyjne amerykańskie wolności na korzyść rosnącej potęgi silnego zbiurokratyzowanego państwa.

    Wracając jednak do roku 2008, dla przeciętnego wyborcy Obama był naturalnym zwieńczeniem ideałów, o które przez wiele dziesięcioleci walczyli, tak czarni jak i biali lewicowi i postępowi Amerykanie. Był on niejako ceną odkupienia historycznych amerykańskich win, syn czarnego Kenijczyka i białej kobiety żydowskiego pochodzenia z Kansas. Media głównego nurtu wprost piały z zachwytu nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście z zapałem rozwijały miękki czerwony dywan przed swoim idolem, aż do serc i progów amerykańskich wyborców.

    Przystojny, z pogodnym uśmiechem, mąż i ojciec miłej rodziny, wykształcony na elitarnych amerykańskich uczelniach, czarujący idealista i mówca, wychowany w muzułmańskim świecie (Indonezja), którego Ameryka nie rozumie i na Hawajach, niejako spadł Ameryce zbawiennie jak owoc z kokosowego drzewa, którego rozgryzieniem zamierzam się zająć w następnej części poświęconej jego rodzinie i dzieciństwu…

    Jacek Matysiak
    http://prawica.niet
  • @Talbot 13:40:01
    Kim jest Barack Hussein Obama? Rodzina i Dzieciństwo.

    To niezwykłe i fascynujące, że w XXI wieku, w realnie istniejącym świecie, jedyne światowe supermocarstwo jest kierowane przez syna członka kenijskiego plemienia Luo, który wydaje się, marzy o zmianie świata zgodnie z ideami swojego ojca.

    Kim był, więc Barack Obama Sr. i w jaki sposób inspirował wychowanie syna powodując, że ten w swojej pierwszej autobiografi określił siebie, swoje życie jak i motywacje i swoje posłannictwo tytułem „Z marzeń mojego ojca”? Wydaje się, że musimy przyzwyczaić się do znaków zapytania, które jak grzyby po deszczu pojawiają się tym, którzy chcieliby poznać ścieżkę życia młodego Obamy.

    Ojciec Obamy był kenijskim (ur. niedaleko jeziora Wiktoria) muzułmaninem, (później chrześcijaninem i później ateistą), marksistą, ambitnym aktywistą socjalistycznym, ekonomistą, poligamistą, który porzucił swoje żony i dzieci i rozgoryczony odsunięciem go od władzy w Kenii (zwycięstwo pro-wolno rynkowego Jomo Kenyatta), rozpił się utraciwszy w licznych wypadkach obydwie nogi, pozbawiony możliwości realizacji swoich antykoloniano – socjalistycznych planów, zginął uderzając w pień drzewa.

    Czy nie brzmi to zbyt nieprawdopodobnie, że ten kobieciarz i alkoholik (już podczas studiów na Hawajach, był znany, jako „podwójny-podwójny”, uwielbiał whiskey), przez całe życie syna nieobecny (pojawił się jedynie z wizytą, kiedy syn miał 10 lat), ale wyidealizowany przez lewicującą hippiskę matkę, był inspiracją dla syna i dziś jego duch niejako rządzi i kieruje agendą amerykańskiego supermocarstwa...

    Barack Obama Sr. dorastał w Kenii w czasie krwawego powstania Mau Mau w latach 50 – tych zorganizowanego głównie przez członków plemienia Kikuyu przeciwko brytyjskiej władzy kolonialnej. Wychowany w islamskiej rodzinie, w wieku 6 lat, pod wpływem misjonarzy przeszedł na anglikanizm.

    Dziadek prezydenta Obamy, Hussein Onyango (miał trzy żony) służył, jako kucharz w brytyjskiej armii kolonialnej w Birmie, Cejlonie, Europie, Indii i Zanzibar (gdzie zmienił wiarę rzymsko-katolicką na islam). W 1949 roku był aresztowany i poddawany torturom.

    Ojciec Obamy przybył na uniwersytet na Hawajach w 1960 roku. Przed wyjazdem, ukończył korespondencyjnie szkołę (na wniosek dwu zaprzyjaźnionych amerykańskich misjonarek) pracował w biurze Araba, Suleimana, aby zarobić na utrzymanie swojej żony Kezia Aoko (ożenił się w wieku 18 lat w 1954 r.) i dwojga ich dzieci (Roy i Auma). Miał poparcie socjalistycznego aktywisty narodowego Toma Mboya i Amerykanek – misjonarek, to ułatwiło mu dostanie się na amerykańskie studia ekonomiczne.

    Na zdjęciu: Stanley Dunham (dziadek), Ann, Maya i Barry Obama ( ok. 1975 r.)

    18 letnia Stanley Ann Dunham, pochodziła z rodziny irlandzkich Żydów i była jedynym dzieckiem Madelyn Payne ( pracowała w bankowości) i Stanley Dunham (sprzedawca mebli, często bezrobotny). Rodzice Ann oczekiwali chłopca i kiedy urodziła się córka nadali jej męskie imię Stanley, z którym dziewczynka męczyła się, zanim nie przyjęła drugiego imienia (Ann). Rodzice mieli przekonania lewicowe i takież rozwijała Stanley, która nie należała do skromnych.

    W tym momencie wypada przedstawić osobę, która miała wybitny wpływ na późniejsze ideowe wychowanie młodego Barry (Baracka II), tą osobą był pisarz (trochę pornograf), poeta (zauroczony Stalinem) pochodzący z Chicago, czarnoskóry członek Komunistycznej Partii USA, Frank Marshall Davis. Frank Davis utrzymywał dość bliskie kontakty z rodzicami Ann Dunham, jak również z samą Ann. Davis mieszkał w budynku, w którym był klub nocny popularny w kręgach miejscowej cyganerii, znany z nalotów policji szukającej narkotyków. Davis był też znanym amatorem fotografem, autorem nieskromnych zdjęć nastolatki Ann Dunham. Część komentatorów sugerując się również podobieństwem wskazuje, że to on miał być ojcem Baracka...

    Rodzice Obamy poznali się na uniwersytecie na lektoracie języka rosyjskiego (sic!) jesienią 1960 roku. Wzięli ślub w lutym 1961, na wyspie Maui (obie rodziny były przeciwne temu związkowi). 4 sierpnia 1961 roku, 18 letnia Stanley Ann Dunham urodziła chłopca, który po ojcu otrzymał imię Barack (arabski odpowiednik chrześcijańskiego imienia Benedykt, czy żydowskiego Baruch, oznacza „błogosławiony”), a na drugie Hussein, po dziadku. Barack Sr. w międzyczasie używał imienia Barry, często przedstawiał się również, jako „dr. Obama”, ale nade wszystko namiętnie kochał alkohol, fajkę i kobiety.

    Wśród licznych przeciwników Prezydenta Obamy bardzo żywy jest pogląd, że Obama urodził się nie na Hawajach, w Honolulu, ale właśnie w szpitalu w Mombasie, w Kenii, o czym mówiła z radością babcia Obamy, będąca rzekomo przy jego narodzinach w Mombasie. Zwolennicy Obamy przypominają o dwóch wzmiankach w lokalnych gazetach w Honolulu, obwieszczających narodziny Obamy.

    Krytycy wskazują, że takie wzmianki prasowe były zamieszczane np. przez Japończyków w lokalnej prasie, chociaż urodziny miały miejsca w Japonii. Krytycy również wskazują, że w dziwny sposób zaginęły rejestracje podróżnych z 1961 r. między USA/Hawaje, a Kenią. Poza tym żądają formy długiej aktu urodzenia ze szpitala, w którym miałby urodzić się Obama (rodzina wskazywała na dwa różne szpitale). Po długim czasie taka forma została ogłoszona przez Prezydenta Obamę w internecie, ale niestety w/g fachowców nie wytrzymuje ona krytyki.

    Związek Ann z nowym mężem nie układał się, w kilka tygodni po urodzeniu zabrała syna, (który nazywany był Barry) i wyjechała kontynuować studia do Seattle, w północno zachodnim stanie Washington, gdzie mieszkała wcześniej z rodzicami. Obama Sr. zaś ukończył w 1962 r. studia, podążył na wschód i podjął studia na słynnym uniwersytecie Harvard, w Cambridge, Massachussetts. W 1964 r. Barack Sr poznał 27-letnią nauczycielkę, córkę litewskich Żydów, Ruth Baker i wprowadził się do niej. Administracja uniwersytetu zaczęła podejrzewać, że Obama jest bigamistą i odmówiła mu możliwości kontynuowania pracy nad doktoratem z ekonomii, radząc, aby ukończył go już w Kenii.

    W 1964 r. z Seattle na Hawaje wróciła z synem Barrym Ann Obama i złożyła pozew o rozwód z Barackiem Obamą Sr.

    Po wyjeździe Baracka Sr do Kenii, w ślad za nim ruszyła Ruth Baker, którą tam (!) poślubił w grudniu 1964 roku (są relacje, ze ją bił) i miał z nią dwoje dzieci. Bardzo „rodzinny” Obama nie zaniedbywał również swojej pierwszej żony Kezi, z którą miał jeszcze dwoje dzieci (razem czworo). Po kilku latach burzliwego małżeństwa Ruth wyjechała z dziećmi. Obama Sr i jego trzecia żona Ruth ogłosili separację w 1971 r., rozwiedli się w 1973 r. Ruth wyszła za Tanzańczyka i przyjęła (i jej synowie) jego nazwisko Ndesandjo (jeden z nich robi interesy w Chinach). Niestrudzony Obama Sr obiecał jeszcze małżeństwo młodej Jael Otieno, z którą miał syna Georga, (który niedawno wydał wspomnienia). Bilans jego aktywności był, więc pokaźny: 3 żony, jedna w kolejce do ołtarza i 8 dzieci...

    Barack Sr nie był dobrym mężem, czy ojcem, alkoholowi („double Scotch”) towarzyszyły awantury i bicia (relacja syna Ruth), rozwinęła się choroba wątroby, jeżdząc po pijanemu powodował wiele wypadków, w jednym z nich tracąc obydwie nogi (odtąd chodził na stalowych), w innym zabijając człowieka.

    Obama Sr. był politycznym przeciwnikiem Jomo Kenyatty, długoletniego prezydenta Kenii (z plemienia Kikuyu), który był zwolennikiem wolnego rynku. Jak wspomniałem, mentorem Obamy był nacjonalista i aktywny działacz socjalistyczny z plemienia Luo, Tom Mboya (ukończył studia w Oxfordzie, Anglia), który pomógł mu znaleźć pracę najpierw w ministerstwie transportu, później finansów i ostatecznie w ministerstwie planowania. Tak Mboya jak i Obama byli pan-afrykańskimi socjalistami, którzy chcieli wyeliminować pozostałości kolonializmu (Kenia uzyskała niepodległość w 1963 r.) i zaprowadzić socjalizm, ale nie chcieli modelu sowieckiego, reprezentowanego przez innego socjalistę, Odinga Odinga.

    Dla aktywistów ruchu antykolonialnego wolny rynek był sposobem dalszego wyzysku lokalnych społeczności przez byłe mocarstwa europejskie. Kolonializm nie kończył się wraz z uzyskaniem niepodległości, przyjmował za to formę neokolonializmu i system ekonomiczny, polityka polityczna były dalej kontrolowane z zewnątrz. Według nich jedynym skutecznym sposobem walki z neokolonializmem był socjalizm z centralnie sterowaną ekonomią i wszechmocnym ograniczającym prywatną własność rządem.

    W 1965 r. Obama Sr opublikował w „East Africa Jurnal” ważny artykuł „Problemy, przed którymi stoi nasz Socjalizm”, w którym zalecał większą rolę rządu w konfiskacie środków produkcji, rozbudowaną dystrybucję, odebranie właścicielom ziemi i stworzenie klanowych kooperatyw produkujących żywność i rozwijających biznes i przemysł (był bardziej radykalnym socjalistą od Toma Mboya, który dopuszczał własność prywatną). Ostrze polityki miało być skierowane głównie przeciwko biznesowi i korporacjom europejskim oraz azjatyckim, które zdominowały kenijską ekonomię. Dla nich Obama przewidywał wysokie podatki nawet, do 100%, jeśli mieliby na tym skorzystać rodzimi Kenijczycy.

    W połowie 1969 roku Mboya (wtedy minister planowania) został zamordowany w Nairobi (prawdopodobnie przez człowieka Kenyatty), Obama utracił swojego mecenasa popadając w konflikt tak z prezydentem Kenyattą jak i z jego następcą Danielem arap Moi, w konsekwencji tracąc wpływy i pracę. Poglądom Obamy Sr poświęciłem nieco miejsca, aby lepiej zrozumieć poglądy syna, który w swoich dwu autobiograficznych książkach nic nie wspomina o słynnym artykule ojca. Obama Sr zmarł w wieku 46 lat, w wyniku czołowego uderzenia w pień drzewa w listopadzie 1982 r.

    Wróćmy teraz do matki Baracka/Barryego, która podtrzymywała synowi mit ojca większy niż życie, mit przywódcy, rewolucjonisty walczącego z całym złem tego świata, nieobecnego, bo potrzebnego gdzie indziej, unoszącego na swoich ramionach nadzieje ludzi tego świata, walczącego o lepszą i sprawiedliwszą przyszłość dla wszystkich biednych i bezradnych ludzi.

    Przyjaciółka Ann, Julia Suryakusuma: „Ann była naprawdę biała. Ja myślę, że ona kochała ludzi o innym kolorze skóry”.

    Kiedy nie powiodło jej się z Obamą Sr, zajęła się studentem z Indonezji, Lolo Soetoro, ślub miał miejsce w 1966 r., w następnym roku podążyła z małym Barrym za mężem do Indonezji, zamieszkali najpierw w Bandung, a następnie w ekskluzywnej dzielnicy w Jakarcie. Tam urodziła córkę Mayę. Ann była antropologiem, badała wiejskie kowalstwo i przemysł.

    Sześcioletni Barry dorastał przez następne 4 lata w byłej holenderskiej kolonii pod okiem Lolo, który go zaadoptował i zapisał do szkoły według zachowanej karty, jako Barry Soetoro, wyznania islamskiego i służył radą i opieką jak ojciec. Obama dobrze wspomina Lolo jak uczył go jeść węże, psy, piec koniki polne i zaprawiał go na młodego mężczyznę.

    Lolo był dumny ze swojej rewolucyjnej przeszłości, stracił ojca i brata w walce z okupantem, (choć świadkowie mówią, że ojciec zmarł podczas wieszania firanek w domu(sic!)). Drugi mąż Ann obrał inną drogę niż Kenijczyk Obama. Z biegiem czasu coraz bardziej stawał się pro amerykański i antykomunistyczny, co doprowadzało matkę Barrego do furii. Tym bardziej podtrzymywała nieskazitelny mit rewolucyjnego ojca w oczach syna. Barack wspomina ich częste kłótnie, w których Lolo mówił o swoich sympatiach do pracujących w Jakarcie Amerykanów i krzyk, protest matki: „To nie są moi ludzie!”.

    Wreszcie Ann, aby ocalić syna od nasilających się korumpujących miejscowych „kapitalistycznych” wpływów, w 1970 r. wysłała chłopca do swoich rodziców na Hawaje z nakazem cotygodniowych wizyt chłopca u jej starszego przyjaciela znanego nam już wcześniej komunisty Franka Marshalla Davisa.

    Ann rozwiodła się z Lolo w 1972 r., (który zmarł w Jakarcie w 1987 r.), podróżowała do Tajlandii, Nepalu, Indii, Bangladeszu, Pakistanu i Chin. Nigdy nie wróciła do USA, aby zamieszkać z synem, bywała okazjonalnie. Jedynie przybyła do stanów w celu leczenia, kiedy rozpoznano u niej raka jajnika, ale Barrack Jr nawet nie odwiedził matki podczas choroby. Nie był też przy jej łożu śmierci w 1995 r. 52 letnia Ann zostawiła po sobie podobno wartościową książkę, pracę doktorską z antropologii „Wioskowy przemysł w Indonezji”. Jako ciekawostkę podam, że pracując w wielu krajach była zatrudniona również przez Petera Geithnera, ojca byłego ministra skarbu gabinetu prezydenta Obamy (Timothy Geithner) we wdrażaniu programu małych pożyczek Fundacji Forda w Indonezji i pomaganiu ludziom w niedorozwiniętych regonach świata.

    W grudniu 1971 r. dochodzący do zdrowia (po samochodowym wypadku) Barack Obama Sr, spędził cały miesiąc na Hawajach z synem i specjalnie goszczącą b. żoną Ann. Odwiedził prywatną ekskluzywną szkołę syna, gdzie wystąpił (imponująco!) jako gość z Afryki, zabrał 10 letniego syna na pierwszy w jego życiu koncert jazzowy (pianista Dave Brubeck) i podarował synowi jego pierwszą piłkę do koszykówki. Ten miesiąc musiał młodemu Barremu wystarczyć na całe życie, nigdy już nie miał kontaktu z ojcem.

    Dzięki układom babci, która została wiceprezydentem banku hawajskiego, jak i pracodawcy dziadka, Barry dostał się do Punahou, ekskluzywnej „białej” szkoły średniej. Grał w koszykówkę, na ile pozwalała mu „okrągła” tusza, należał do eksluzywnej grupy narkomanów (palili marihuanę w mikrobusie z zasuniętymi oknami, aby osiągnąć maksymum odurzenia).

    Regularnie i często odwiedzał przyjaciela matki i dziadków, komunistę Franka M. Davisa, który faszerował jego młody i chłonny umysł przykazaniami komunistycznymi, teorią walki klasowej, cudowną i mesjanistyczną wizją wspaniałych ideałów socjalizmu, który zlikwiduje wszystkie problemy ludzkie, kiedy tylko zapanuje na tym nieszczęśliwym świecie. Młody Barry wspomina z tego czasu o ideach walki klasowej (w późniejszej autobiografii). Jego szkolny kolega Kakugawa mówi o tym: „Jego największym problemem, z jakim się zmierzył, to uczucie bycia porzuconym dzieckiem...”

    Trzeba podkreślić, że dorastający Barry nigdy nie mieszkał w biednej dzielnicy murzyńskiej. Zawsze zamieszkiwał w ekskluzywnych dzielnicach zamieszkiwanych przez elity, tak było na Hawajach, jak i w Jakarcie, w Indonezji. Nawet później, podejmując pracę w czarnej dzielnicy w Chicago, nie zamieszkał w tejże, ale wolał codziennie dojeżdżać do pracy każdego dnia 90 minut z lepszej dzielnicy.

    Ktoś mądry kiedyś powiedział (a jak nie, to pewnie to zrobi), że aby naprawdę poznać i zrozumieć człowieka, niezbędnym jest poznanie jego dzieciństwa, które zawiera kod, klucz do pełniejszego zrozumienia jego motywacji, sposobu postępowania, ambicji, psychicznej głębi i siły przekonań. Następnym razem zajmę się dorastającym młodzieńcem i młodym człowiekiem Barackiem Husseinem Obamą II. - Autor: Jacek Matysiak

    absolwent historii Uniwersytetu Łódzkiego, redaktor studenckiego pisma "Nowsze Drogi", internowany w Łowiczu i Kwidzynie. Od 1984 w płn. Kalifornii, rejon San Francisco (min. redaktor "Wiadomości", 1986-89). /// Za http://prawica.net/38544
  • @Talbot 13:40:01
    Obama i proces bolszewizacji Ameryki...

    Na beztrosko płynącym Titaniku Obamy orkiestra zaczarowuje uczestników wzniosłymi melodiami, dystyngowani kelnerzy roznoszą pobudzające koktajle, spacerujące panie uśmiechają się zalotnie, a sam kapitan nie chce nawet słyszeć z zaufanych ust o czyhających niebezpieczeństwach utrzymywanego kursu, tylko z zaufaniem patrzy w świetlaną przyszłość...

    Administracji Obamy wyraźnie nie ominęła powtarzająca się klątwa drugiej kadencji, wstrząsnęła ona administracją Billa Clintona (romans z Moniką Lewinsky) i Richarda Nixona (afera Watergate), teraz przyszła kolej na Obamę. Na dzień dzisiejszy obserwujemy „perfect storm” niespodziewanie uderzający w żagle wydawałoby się popularnego do tej pory prezydenta...

    Zamiast konsekwentnie i ambitnie dalej przebudowywać mechanizmy regulujące funkcjonowanie amerykańskiego społeczeństwa, Obama wpadł w wyraźny poślizg i wylądował wstępnie z trzema guzami, które mogą zakończyć jego pomyślną passę tak, że resztę swojej kadencji może spędzić na leczeniu...

    Tak jeszcze niedawno błyszczący inteligencją rzecznik prasowy Białego Domu, Jay Carney objaśniający światu wolę Prezydenta, dziś na konferencjach prasowych najchętniej pewnie zapadłby się pod ziemię, ale musi stać na stanowisku jak skazaniec przed plutonem egzekucyjnym dziennikarzy...

    W dodatku do ciągle niewyjaśnionego skandalu w libijskiej Benghazi, gdzie zginął ambasador Stevens i trzech innych Amerykanów, wybuchł skandal z Internal Revenue Service (urząd skarbowy) nękający grupy konserwatywnie myślących obywateli i trzeci dotyczący nie do końca poprawne pozyskane (przez rząd ścigający przecieki) billingi z 20 telefonów sprzyjającej mu, największej organizacji prasowej Associated Press, co wywołało niesmaczne skojarzenia i protesty zainteresowanych dziennikarzy i edytorów.

    W życiu polityka Obamy, media to kawaleria powietrzna kładząca ogień na pozycjach przeciwnika. Ludzie „trzymający władzę” wyselekcjonowali fizycznie przystojnego Obamę, którego siłą i politycznymi muskułami jest poczucie winy przez białego Amerykanina wobec czarnej rasy. Kariera polityczna Obamy charakteryzowała się od początku tym, że pojawiał się do walki na politycznym ringu, kiedy zbombardowany przez kawalerię medialną przeciwnik leżał już na deskach.

    Wstępnie po odkryciu skandalu dziennikarze z Associated Press zareagowali nerwowo, oburzeni na swojego idola, ale czy jest szansa aby renifery przejechały i porzuciły swojego Św. Mikołaja/Santa Claus? Ponarzekają i wrócą do sań pełnych podarków...

    O tragedii w Benghazi pisałem szczegółowo kilkakrotnie, więc tylko przypomnę, że do dziś po 8 miesiącach nie wiadomo, kto wydał rozkaz (dwukrotnie!) wstrzymujący jakakolwiek pomoc dla zaatakowanego przez terrorystów islamskich ambasadora Stevensa i jego placówki w Benghazi. Powtórzę pogłoski, mówiące o projekcie (nieudanym) porwania ambasadora, przez bojówki Al-Kaidy w celu wymiany go na niewidomego szejka (jednego z autorytetów Braci Muzułmańskich rządzących w Egipcie), który odsiaduje karę w USA za pierwszy zamach na wieże WTC w NY (1993 r.).

    W kołach patriotycznych głośno jest o obamowskiej czystce w siłach zbrojnych, w okolicach skandalu w Benghazi odeszło trzech pierwszoligowych generałów i admirał, razem w 2012 miało odejść z wojska ok. 20 wysokiej rangą dowódców. Na światło dzienne wychodzą nowe okoliczności odejścia kierujacego CIA zasłużonego generała Petreausa, który nie chciał kooperować w rządowym mówieniu nieprawdy odnośnie Benghazi i wtedy wyciągnięto mu jego wcześniejszy romans. Petreaus zdecydował poddać się do dymisji.

    Zastanawiające jest to wciskanie kobiet do armii, a później oskarżanie wybranych dowódców. Możemy sobie tylko wyobrazić młodych tryskających testastronem mężczyzn przeciskających się z powabnymi młodymi pannami w wąskich korytarzach np. łodzi podwodnej w tym wypadku na pewno wyposażoną w niebezpieczną broń jądrową...

    Spotkałem się z opinią, że być może najbardziej bezpośrednio zagrażającym prezydentowi Obamie skandalem jest Benghazi, który zintensyfikował się w skutek ubiegłotygodniowych przesłuchań w Kongresie (dramatyczne zeznania dyplomaty Hicksa, ciekawostka: dwa razy głosował na Obamę). Kiedy soczewka przesunęła się z powrotem na Obamę i ówczesną sekretarz stanu Hillary Clinton, którą Demokraci „przewidują” na następcę Obamy, „demokratyczni” spece od strategii i socjotechniki, aby zdezorganizować atakujących konserwatystów podrzucili kiełbasę wypełnioną innymi skandalami...

    Raptem pojawił się przeciek o nękaniu i prześladowaniu konserwatywnych i religijnych grup obywatelskich przez najgroźniejszy dla obywatela urząd w Ameryce IRS (skarbówka). W przeciwieństwie do demokratycznych obyczajów ciągle jeszcze panujących w USA: jesteś niewinnym, dopóki nie udowodnią ci winy, w przypadku IRS to ty musisz udowodnić, że nie jesteś winien.

    Jako reakcję na raptownie powiększające się zadłużenie (stimulus, Obamacare), jak grzyby po deszczu zaczęły oddolnie w USA powstawać niezależne grupy obywatelskie, w których Amerykanie przerażeni stopniową erozją porządku społecznego, stopniowego oddzierania wolności konstytucyjnych i wzrastającej roli opiekuńczego państwa, postanowili ten proces erozji tradycyjnych wartości i wolności zatrzymać.

    Dwa lata po zwycięstwie Obamy, w 2010 r. wybuchła swoista patriotyczna wiosna, która doprowadziła do zdecydowanego zwycięstwa konserwatystów w wyborach do Kongresu (w izbie wyższej w Senacie zachowali kontrolę Demokraci), był to za pewnie głośny i nieprzyjemny dzwonek alarmowy dla strategów nowego porządku.

    Wielu komentatorów i polityków z prawej strony politycznego spektrum dostrzega dziś zorganizowane nękanie i szczucie konserwatywnych aktywistów przez wypuszczonych na nich agentów IRS w celu dezorganizacji, pozbawienia energii i stworzenia stanu zagrożenia, tak aby nie byli w stanie powtórzyć swojej mobilizacji wyborczej z 2010 r. i zagrozić reelekcji Obamy.

    W wyniku upublicznienia informacji (przesłuchania w Kongresie) o nadużyciach służby podatkowej (IRS), w mediach ruszyła lawina wypowiedzi, świadectw ofiar prześladowań relacjujących swoje przeżycia. Atak agentów podatkowych w dużym stopniu miał na celowniku te organizacje społeczne, które chciały zarejestrować się jako non profit (niedochodowe), czyli umożliwiające swoim zwolennikom wpłacanie donacji, które wpłacający mógł odpisać sobie od dochodu.

    Ubiegające się o non profit status stowarzyszenia i organizacje mające w swojej nazwie Tea Party, konserwatyzm, naród, konstytucję, Boga/religię (czy nawet proizraelskie) czekały często przez 3 lata na decyzje IRS-u będąc w tym czasie pieczołowicie przeczołgiwane i egzaminowane tak aby musiały się bronić, dostarczać dowodów na niewinność, tak aby nie mieć już czasu, siły i odwagi czynnie zajmować się prezydenckimi wyborami w 2012 r.

    Czasem były to nie tylko wizyty agentów IRS, ale zsynchronizowane z nalotami innych agencji rządowych jak komisji bezpieczeństwa pracy (jeśli ktoś miał biznes) czy ATF jeśli posiadał broń. Grupy o profilu religijnym np. proszono o przedłożenie tekstów modlitw (!), stowarzyszenia obrony konstytucji proszono nie tylko o listy członków, darczyńców, tematy spotkań i wypowiedzi zabierających głos, ale i o wykaz lektur (w jednym przypadku wysłano im „Konstytucję USA” (skąd my to znamy?).

    Nękano grupy nie zgadzające się z propagowaniem przez rząd aborcji. Jedną z „podejrzanych” jest wykładowca akademicki, nie ukrywająca swoich poglądów katolicka publicystka Anne Hendershott ze stanu Connecticut. W jednym z radiowych wywiadów wyjawniła, że Chris Korzen prowadzący organizację katolicką Catholics United popierającą lewackie programy Obamy jest opłacany (cytowała dowody) przez grupę Georga Sorosa i jest zwykłą dywersją wśród katolików.

    W 2010 r. miała już na karku agentów IRS, którzy spowiadali ją z każdej wpłaty na jej bankowych kontach. Przyznaje, że zrozumiała o co chodzi i aby nie narażać rodziny na stresy, w publicystyce unikała już tematów drażliwych. Przypomnijmy, że Obama jest pierwszym prezydentem USA, który publicznie wystąpił z mową jako gość Planned Parenthood, ruchu aborcyjnych naganiaczy.

    Prezydent Obama w przeddzień przesłuchań ogłosił, że nakazał wyrzucić Millera, ten jednak kończy właśnie swoją karierę i zamierzał odejść na początku czerwca z pełnym uposażeniem na emeryturę...

    Poznajmy też przygody z IRS-em milionera o nazwisku Vandersloot, który śmiał przekazać $1 mln na prezydencką kampanię wyborczą Mitta Romneya. Najpierw informacja o jego prywatnej donacji pojawiła się na stronie wyborczej Obamy, a tajemniczy detektywi pojawili się węsząc info na jego temat. Następnie IRS zaatakował go seryjnie trzema auditami, które kosztowały go $80 tys. wydanych na prawników. Niestety znaleźli tylko, że nadpłacił podatki i należy mu się zwrot, którego jeszcze nie zobaczył. Z pewnością będzie wkrótce wezwany przed kongresową komisję badającą przekręty IRS-u.

    W wielkim kontraście pojawia się przyznanie przez IRS statusu non profit w ciągu jednego miesiąca (i to na kilka lat retroaktywnie) dla Barack H. Obama Fundation, kierowanej przez przyrodniego brata prezydenta z Kenii, Malika, który był świadkiem na ślubie Obamów, ostatnio przegrał wybory na gubernatora okręgu w Kenii , no i był oskarżony o bicie kilku ze swoich 12 żon...

    Przed zamknięciem przesłuchań przewodniczący Komisji Republikanin, Dave Camp (ze stanu Michigan) oświadczył:

    „Obiecuję wszystkim Amerykanom, że to jest dopiero początek naszego dochodzenia.”... “Wygląda na to, że prawda była ukryta przed oczami Amerykanów aby nie zobaczyli ją przed prezydenckimi wyborami”.

    Kongresman Kevin Brady z Teksasu przesłuchując Komisarza Millera zapytał ostro:

    „Czy my żyjemy jeszcze w Ameryce? Czy ten rząd jest tak pijany władzą, że użył całą swoją siłę, potęgę, aby prześladować, nachodzić I straszyć przeciętnego Amerykanina, który tylko chce, aby skorzystać z prawa głosu?”

    Przewodniczący Dave Camp również oświadczył:

    “Problem jest w tym, że IRS jest zbyt potężnym i zbyt złośliwym kolosem, zbyt prześladującym ciężko pracujących podatników”.

    Wydaje się, że najważniejszą osobą w skandalu IRS jest Sarah Hall Ingram, która była nominowana na szefa komórki zajmującej się organizacjami non profit i nadzorowała „przyduszenie” organizacji i stowarzyszeń konserwatywnych . Jej przeciętna pensja to $170 tys., plus bonus za za lata 2009-2012, ponad $103 tys.!, w tym samym czasie IRS przyznał swoim agentom bonusy na sumę $92 mln. To, że bardzo dobrze wykonała swoje zadanie, znalazło potwierdzenie w nominowaniu jej przez Obamę na następny „odpowiedzialny odcinek” ma obecnie zawiadywać wdrażaniem od strony podatków Affordable Care Act, czyli Obamowskiej reformy służby zdrowia, która ma wejść w styczniu 2014 r.

    Jenny Beth Martin, krajowy koordynator Tea Party Patriots w związku z powyższym oznajmiła:

    „My nie ufamy osobie która nas gnębiła (...) Wygląda na to, że administracja zamiast ja zganić I przywołać do porządku, nagrodziła ją . Ona musi być wyrzucona, albo powinna niezwłocznie zrezygnować w konsekwencji swoich haniebnych poczynań”.

    Nie jest tajemnicą, że pracownicy IRS-u w ogromnej przewadze zasilili kasę kampanii wyborczej Obamy przeciwko kandydatom republikańskim w 2008 (McCain) i 2012 (Romney). Czego dowiedzieliśmy się z przesłuchań w Kongresie? Świadkowie z ław rządowych, albo sobie niczego nie przypominają, albo nie są pewni. Najzabawniejsza była wypowiedź Obamy, że IRS jest przepracowany i po prostu potrzebuje więcej pieniędzy...

    Wygląda na to, że Ameryką rządzi stado zdezorientowanych, niekompetentnych facetów, może nie umiejących wydać rozkazu w sprawie pomocy swojemu ambasadorowi zaatakowanemu w Benghazi, ale potrafiących całą mocą IRS zaatakować i pognębić własnych obywateli, którzy odważyliby się skorzystać ze swoich praw zagwarantowanych im przez konstytucję USA...

    Kongresowy komitet zajmujący się Nadzorowaniem i Reformą Rządowa rozpocznie swoje przesłuchania 22 maja wysokich urzędników IRS-u: Lois Lerner, byłego komisarza Shulmana oraz z-cę sekretarza Skarbu Neala Wolina.

    W tej sytuacji oczywistym wydaje się powołanie niezależnego specjalnego prokuratora z władzą wzywania świadków, który znalazłby odpowiedzi na pytanie co naprawdę się stało, kto był tego przyczyną i co zrobić, aby więcej się to nie powtórzyło. Oczywiście Obama chciałby aby dochodzenie w sprawie korupcji i lewackich skłonności IRS-u, przeprowadził jego sekretarz Skarbu, Jack Lew, który prywatnie jest jego kolegą. Zobaczymy co na to powiedzą Republikanie.

    W międzyczasie Kongres przegłosował likwidację obamowskiej reformy służby zdrowia, a marszałek kongresu republikanin John Boehner oświadczył:

    „Całkowite odrzucenie ObamaCare pomoże nam zbudować silniejszą, zdrowszą ekonomię i otworzy drogę dla reformy w której centrum jest pacjent, która obniży koszty opieki zdrowotnej i zadba o stanowiska pracy”. (...) Moje pytanie nie jest, kto zrezygnuje, ale kto pójdzie do wiezienia”.

    Bardziej zdecydowani przeciwnicy Obamy oczekują, że skandale wybuchające z pozamiatanych pod dywan afer powinny doprowadzić do impeachmentu Obamy, ale jakim cudem można by tego dokonać? Nawet gdyby w Senacie wszyscy Republikanie głosowali za odwołaniem Prezydenta, ciągle potrzebowaliby ok. 22 Demokratów, więc na dzień dzisiejszy jest to nie możliwe.

    Reforma służby zdrowia w wykonaniu Obamy zawiera 20 tys. stron odnośnych regulacji, które mają wdrażać agenci IRS. Żeby mogli bardziej przycisnąć obywateli USA, Obama zapowiedział zatrudnienie ich o 16 tys. więcej...

    Niektórzy komentatorzy mówią, że lekarstwo na jest proste: podatek liniowy (flat tax). Nie będzie więcej gier z potrąceniami, odpisami, kredytami, zachętami, rabatami i rola IRS’u byłaby znacznie uproszczona.

    W Ameryce zapachniało Orwellem: IRS zajmuje się spełnianiem roli Ministerstwa Miłości, w którym pracuje Policja Myśli, ale z powodu tych i podobnych zapachów Amerykanie zaczynają już kichać... Znakomity komik i komentator, Dennis Miller wypowiedział się po wybuchu kolejnych skandali:

    „Jak to wszystko się skończy, to Obama będzie starał się za wszelką cenę udowodnić, że jest jednak Kenijczykiem...”

    Obama sobie nie radzi. Inną równie dobrą sugestią mogłaby być opinia, że Obama sobie nie radzi, bo tak naprawdę miał miejsce zamach pałacowy i władzę w Białym Domu przejęła teściowa Prezydenta Mrs. Robinson, stąd to całe zamieszanie..."Obama sobie nie radzi"

    Jedno jest pewne, zbyt pewny siebie Obama popełnił wiele błędów o czym wszyscy dzisiaj mówią. Jaką cenę zapłaci za nie Prezydent dowiemy się już wkrótce, a tak naprawdę podczas wyborów do Kongresu w 2014 r.
    Autor:

    Jacek Matysiak

    absolwent historii Uniwersytetu Łódzkiego, redaktor studenckiego pisma "Nowsze Drogi", internowany w Łowiczu i Kwidzynie. Od 1984 w płn. Kalifornii, rejon San Francisco (min. redaktor "Wiadomości", 1986-89).
  • @Talbot 13:40:01
    Dr. Carson ostrzegł, że potężnego starożytnego Rzymu też nikt nie mógł pobić militarnie, ale osłabił się i upadł z winy samych Rzymian. To samo może spotkać Amerykę, jeśli nie zawróci ze zgubnej drogi. Niedowiarków odsyłał do podręczników historii mówiąc, że tylko prawda nas wyzwoli. zapraszam do lektury, materiału b. dużo!!! Jacek Matysiak – publikacje http://prawica.net/Matysiak
  • @Talbot 13:40:01
    Obama w cieniu dr. Carsona… Dla neutralnych obserwatorów doroczne orędzie prezydenta Obamy, otwierające jego drugą kadencję było wielkim rozczarowaniem. W znanym Polakom słynnym, ale wzbogaconym gierkowskim stylu, pełne obietnic orędzie zdecydowanie było balsamem na drżące serca zwolenników wszelkiego odgrzewanego rewolucyjnego lewactwa, pokarmem wzbudzającym i podtrzymującym nadzieję na dalszą destabilizację tradycyjnego amerykańskiego systemu i pozycji supermocarstwa w świecie. Obama jest niesiony wiatrem historycznych kompleksów amerykańskiego społeczeństwa i hałaśliwą kapelą mainstreamowych mediów przygrywających do jego każdego gestu i zagłuszających wszystkie jego potknięcia i niekonsekwencje. Dla niezależnego obserwatora jest jasne, że istnieje niezgodność między jego słowami a czynami. Poza tym facet nie interesuje się poprawą ciężkiego stanu amerykańskiej ekonomii, jego interesuje wykorzystanie tegoż kryzysu do przebudowy tego społeczeństwa, zneutralizowanie ducha amerykańskiego kapitalizmu i zamknięcie go w czterech ścianach państwowego socjalizmu.

    Problem w tym, że Obama poprzez swoje wychowanie i drogę życiową, jest utopijnym socjalistycznym marzycielem, który poprzez niespotykany wypadek dziejowy zasiadł w fotelu główno-dowodzącego amerykańskim supermocarstwem. Otoczony podobnie myślącymi utopijnymi socjalistami, podejmuje działania które mają doprowadzić do podobnych rezultatów, jakie my pogrobowcy komunistycznego systemu wiecznej szczęśliwości, doskonale znamy z autopsji. cd..http://prawica.net/33200

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY

więcej